BLOGWieś z duszą

Wspomnienie jesieni – Łaźnie, Pieczonka, Surażkowo, Turo

Jesień to najbardziej nostalgiczna pora roku. I zawsze tak cicho wkrada się w krajobraz. Nawet jak już latem drży się w obawie przed jej nadejściem. Najpierw dyskretnie maluje szczyty koron brzóz i lip. Potem budzi nas chłodem i i taką inną, srebrzystą rosą na trawie. Straszy deszczem i chłodem, by zaskoczyć  grzejącymi promieniami słońca i zapachem suchych liści. To czas, w którym zwykle częściej odwracamy się za siebie, zamiast patrzeć naprzód. 

Długo się zbierałam nim skończyłam ten wpis. Od czasu wykonania tych zdjęć wydarzyło się naprawdę wiele. Powrót do nich przywołuje ciepłe wspomnienia i daje poczucie pewnej stałości. W końcu w życiu wszystko dzieje się tak cyklicznie, tak… (nie)przewidywalnie. Można mieć zaplanowaną każdą minutę miesiąca a wystarczy chwila, by wszystko obróciło się przeciw nam. Ale przecież tak było, jest i będzie. Tak jak za rok znów otuli nas jesień. Wszystko jest na swoim miejscu. 

Tylko te podlaskie chatki coś za szybko znikają! 😉 

architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski

Pragnę zabrać Was w podróż po kilku wsiach, które od setek lat łączy towarzysząca im rzeka Sokołda. Wystarczy niecałe trzydzieści kilometrów drogi z Białegostoku by oddać się błogiemu spacerowaniu. Lub rower wypożyczony z Supraśla! Wszystkie miejsca, które dziś opiszę znajdują się przysłowiowy rzut kamieniem od tego pięknego miasteczka. Może warto będzie wyrwać się z ram programu ulotkowego przewodnika…? 

Droga prowadząca do Lipowego Mostu może przyprawić o nawrót choroby lokomocyjnej. Cóż, intensywnie użytkowana gruntowa nawierzchnia ma prawo pokryć się tarką i licznymi dziurami. Po wielu przekleństwach i błaganiach o wytrzymałość amortyzatorów można zjechać z ulgą w rzadziej uczęszczaną drogę do Łaźni. Widoki wszystko Wam wynagrodzą! Miejscowość jest położona nad doliną rzeki Sokołdy. Domy wniesiono na licznych pagórkach. Miejscowość doskonale zachowała swój charakter – dominuje tu tradycyjna zabudowa i na próżno szukać murowanych miejskich koszmarków. Oczywiście jak zawsze – dobrze jest ćwiczyć spostrzegawczość i wypatrywać najmilsze oku smaczki krajobrazu. 

architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski

Marcinki, nazywane również michałkami są największą jesienną ozdobą wiejskich ogrodów. Tą potoczną nazwą określamy trzy gatunki astrów – astry krzewiaste, nowobelgijskie i nowoangielskie. Łączy je jedna cecha – efektowne, intensywne kwitnienie od października do listopada. O tej porze roku większość roślin układa się już do zimowego snu. Jednak przy pogodowych turbulencjach niektórym marcinkom zdarza się zakwitnąć we wrześniu czy nawet w sierpniu. Wszystkie trzy gatunki astrów jesiennych potrafią się krzyżować i nie ukrywam – sama mam czasem problem z ich rozróżnieniem. Marcinki spotkamy w rozmaitych odmianach – od śnieżnobiałych, przez różowe i fioletowe do intensywnie czerwonych i purpurowych. Mogą mieć koszyczki pełne bądź pojedyncze. Zależnie od odmiany osiągają wysokość od 30 do nawet 200cm! Te najwyższe astry mają niesamowicie sztywne pędy. Po zakończeniu wegetacji ich łodygi zamieniają się w dość grube, zdrewniałe i włókniste badylki. Czasami sekator nie miał z nimi szans i zdarzało mi się wycinać je piłą! Ta sztywność pędów wysokich odmian przekuwa się na plus – można z nich tworzyć bylinowe żywopłoty. Wszystkie michałki cechuje też… miododajność. W połączeniu z ich wybitnie późnym kwitnieniem to ogromna zaleta. Często widuję na astrach jesiennych ospałe z zimna pszczoły, trzmiele,  chrząszcze i motyle. Marcinki dają im ostatnią szansę na naturalne pożywienie się przed nadejściem zimy. 

Astry z tej grupy mają jeden, dość spory minus. W wielu miejscach można spotkać zdziczałe marcinki i coraz częściej te rośliny uznaje się je za inwazyjne. By nie zaszkodzić środowisku wystarczy obcinać przekwitłe kwiatostany przed zawiązaniem nasion i nie wyrzucać nadwyżek poza kompostownik (a tym bardziej na wilgotne łąki i do lasu!). To bardzo mało a może zmienić bardzo dużo. 

architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski
architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski
architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski
architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski

O minusach brzóz sporo można by pisać. Wybitnie intensywny wzrost, niesamowita zdolność rozsiewania, wiosenne pylenie czy osuszanie i wyjałowianie gleby. A co można powiedzieć o plusach…? Może to, że jako roślina pionierska poradzi sobie na każdej glebie, czy ciężkiej czy lekkiej. Potrafi wyrosnąć nawet w skalnych szczelinach. Lub w szparach starych fundamentów, jak na poniższym zdjęciu 🙂 . Przy regularnym pieleniu siewki nie stanowią większego problemu. Brzoza brodawkowata jest jednym z najpiękniejszych rodzimych drzew. Ma malowniczy, płaczący pokrój, który wyróżnia ją spośród innych gatunków brzóz. Tej cesze zawdzięcza swoją nazwę łacińską  Betula pendula, która w dosłownym tłumaczeniu oznacza brzozę zwisłą.  Śnieżnobiała kora zaczyna się pojawiać już nawet w czwartym roku życia drzewa. To bardzo wcześnie, bowiem w przypadku brzóz papierowych na ten efekt należy poczekać dwukrotnie dłużej. I jak bajecznie się przebarwia jesienią! Ten żółtojajeczny kolor to ich jesienny znak rozpoznawczy. Urodę opadłych liści brzozy poznał każdy, kto podczas grzybobrania mylił je z kurkami 🙂 .

architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski puszcza knyszyńska

Słoneczniczkom szorstkim nie przeszkodziły niskie temperatury i walczą o wydanie nasion aż do pierwszych przymrozków. I to mimo zamierającego w liściach chlorofilu. Ozdobą jednego z drewnianych płotów była róża dzika (Rosa canina) . Jesienią i zimą wybitnie łatwo ją rozpoznać. W przeciwieństwie do róży pomarszczonej (Rosa rugosa) jej pędy są niemal nagie, gładkie, uzbrojone jedynie w sztywne, około  centymetrowe kolce. Róża pomarszczona ma pędy opstrzone kolcami “na gęsto”. Kto złapał taki pęd, wie, że wyrywanie ich ze skóry trwa długo i przypomina walkę z opiłkami wełny szklanej. Pod koniec wegetacji szczególną ozdobą róż dzikich są ich owoce. Jajowate, lekko rozszerzone u podstawy gęsto zdobią krzewy. U róży pomarszczonej owoce są spłaszczone. Czasem można się też “machnąć” i pomylić owoce rzekome ‘caniny’ z owocami róży wielokwiatowej (Rosa multiflora). Te ostatnie są zebrane w wiechy, a swoim kształtem przypominają drobne i okrągłe perełki. Zarówno płatki jak i owoce róż są jadalne (po wcześniejszym usunięciu nasion) i stanowią doskonałe źródło witaminy C. 

Na kilku posesjach rósł sumak octowiec. Ta modna w latach 80. i 90. roślina swoją inwazyjnością przysparza obecnie wiele problemów. Silne podziemne odrosty korzeniowe pojawiają się nawet kilka, kilkanaście metrów od rośliny macierzystej. Sumaków nie sadzę, ale jednego odmówić im nie mogę – pięknej, jesiennej barwy liści i świetnego, wielopiennego, parasolowatego pokroju. Z niedużych krzewów mamy jednak całkiem nieinwazyjną i mocno niedostrzeżoną gwiazdę. Również ona jest widoczna na tym zdjęciu. jest to… aronia! Naprawdę! Dobrze poprowadzona przypomina małe, wielopienne drzewko. I ten kolor jesiennych liści! O smaku kompotu nie wspominając 😉 

architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski

Prawdziwą perłą wsi Łaźnie jest cerkiew pw. Św. Łukasza Biskupa Krymu. Ta malutka cerkiew nie zalicza się do zabytków. To przykład współczesnego budownictwa, bardzo dobrze wpisującego się w okoliczny krajobraz. Pamiętacie post o Socach i powiązaniach podlaskiego zdobnictwa z architekturą zza wschodniej granicy? Ta świątynia została wybudowana na wzór syberyjskich cerkwi. 

Na tym ostatnim ciepłym dniu mogłabym zakończyć ten wpis 😉 Ale parę dni później sprawdziłam gdzie dalej prowadzi droga z Łaźni. I wszystko wokół było takie piękne! Kolorowe drzewa i oczekujące zimy drewniane chatki… Najpierw trafiłam do Pieczonki. Urok nazwy tej miejscowości jest odwrotnie proporcjonalny do moich zdolności kucharskich. Od przygotowania ciast i słodkich wypieków wolę siedzieć za kółkiem mojego starego Golfa. Jak się okazało jest niezniszczalny; po kolejnej awarii nowego auta to on zawiózł mnie w drugą jesienną wycieczkę po podlaskich wsiach. 

Pieczonka to maleńka,  składająca się z kilku domów osada. Oczywiście, że można wypatrzeć okiennice, stare stodoły i sady. Mi w oko wpadła budka dla ptaków. 

Studnia z żurawiem (co prawda nowym) też zasłużyła na zdjęcie. Studnia połowicznie znajduje się na najniżej położonej działce. Pewnie kiedyś, kiedyś była wspólnym źródłem wody dla całej wsi.  

Najpiękniejsze wioski znajdują się w oddaleniu od turystycznych miasteczek i głównych, asfaltowych dróg. W samochodzie  wypatrzyłam na mapie kolejną ciekawie położoną wieś – Surażkowo. I znów minęłam cerkiewkę w Łaźniach, tym razem skręcając na południe. Droga do Surażkowa była dobra,  chociaż dojeżdzając do lasu i napisu “Rezerwat” nieco zwątpiłam w legalność mojej trasy. Z drogi rozpościerały się wspaniałe widoki na dolinę Sokołdy i położone w przesmyku Puszczy wsie. 

Już wjeżdżając do Surażkowa wiedziałam, że to będzie to! Stare drzewa otaczały drogę niczym potężna brama. Najokazalej prezentował się pomnikowy, stupięćdziesiecioletni  dąb szypułkowy.

Puszczańskim chatom najpiękniej jest w ciemnym ubiorze. Stare, niemal czarne bale i szalówki stanowią doskonałe tło dla zieleni. Również tej ozłoconej jesienią. Tu pierwsze skrzypce gra winorośl. 

Drewno, drewno, wszędzie drewno! Od głębokiej  czekolady, przez ugier, po jasny beż. Uwielbiam tą grę odcieni. W puszczańskich wsiach to podstawowy budulec, kiedyś dostępny dosłownie “za płotem”. Ileż trzeba było się napracować, bez prądu, bez maszyn z marketu, by rozciąć wszystkie deski, nadać wgłębienia okiennicom, zaciąć bale, wyfrezować drzwi, wyoblić szczyty sztachet i wyciąć koronkowe ozdoby. A potem to złożyć! Na styk, na ścisk, przez idealne spasowanie wszystkich elementów. Gdzieniegdzie używając gwoździ. Czasem tych wykutych przez zręczne dłonie kowala. Teraz nikt nie ma na to czasu, chęci ani pieniędzy. A kiedyś? Czasu, pieniędzy jak i technologii na wsi było o wiele, wiele mniej. Za to chęci  zdaje się było więcej. A na pewno więcej było wiedzy, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. 

Zastanawia mnie ostatnio, skąd te “dziesiąt” lat temu brały się okna. Za pewne były produkowane przez lokalnych rzemieślników lub niewielkich manufakturach. A potem…? Może wieziono je ostrożnie z miasteczek na furach, na kocach i sianie, by bezpiecznie trafiły do stawianego gdzieś nad rzeką domu…? Na pewno były traktowane z ogromną delikatnością, bowiem ani szkło ani tworzące je skrzynie do tanich nie należały. Teraz te okna wymieniamy na “cieplejsze”, wybieramy w internecie, a przywozi i wstawia je mądry montażysta. Jakie to proste! Ale wciąż stanowią wrota do wnętrza. Mają w sobie coś magicznego. Tu okiennice szczelnie zarósł bluszcz pięcioklapowy. Tylko nadokiennik z ażurem nieśmiało wyłania się z gęstwiny. Bardzo dziękuję Pani Jagodzie za zdradzenie kilku sekretów z historii tego tajemniczo obrośniętego pnączem domu 🙂  

architektura krajobrazu wieś podlasie ogród wiejski

Gdy patrzę na te pomarańczowe “wydmuszki” mam przed oczami zdziczałe, półcieniste zakątki ogrodów, opanowane przez miesięcznice i miechunki. Do tej drugiego gatunku należą właśnie jaskrawe “lampiony”. Ukryta wewnątrz jagoda jest jadalna. Dobrze spisuje się jako przyprawa i dodatek do mięs i sałatek. Podobno, bo mi nie do końca smakuje 😉 

W przeciwieństwie do miechunki trzmieliny nie wolno spożywać. Wszystkie części rośliny są trujące. Lepiej nie sadzić jej mając pod opieką małe dzieci lub niesforne zwierzaki. A jeśli nie macie żadnych przeszkód – polecam ją z całego serca, właśnie za jesienny wdzięk. W małych ogrodach dobrze spisuje się trzmielina oskrzydlona ‘Compacta’, która w przeciwieństwie do rodzimych kuzynek nie urządza kłączowych wycieczek po ogrodzie. Z tym, że ta ozdobna wytwarza o wiele mniej owoców. 

Droga w stronę Supraśla prowadzi przez malutką osadę Turo. Położona jest na samym skraju Puszczy Knyszyńskiej. Otulona drzewami, razem z całą okolicą dała się pochłonąć najbardziej nostalgicznej porze roku. Chciałabym tutaj powrócić w ciszy, na rowerze, oczywiście z aparatem na szyi. Z notesem na wszystkie przemyślenia, bo te ulatują  szybciej niż przemijające pory roku.  Może w maju? Zostało mi tyle skarbów do odkrycia w tej okolicy!

Dziękuję Sylwii za pierwszą wycieczkę, a mężowi Radkowi za drugą. Za Waszą cierpliwość! 😉 

One thought on “Wspomnienie jesieni – Łaźnie, Pieczonka, Surażkowo, Turo

  1. Uwielbiam spokój, który towarzyszy wycieczkom po polskich wsiach. Fajnie uchwyciłaś to na zdjęciach. No i świetny blog, jestem fanką!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *