BLOGNasze siedlisko

W starym sadzie

Ogrody użytkowe cieszą się coraz większą popularnością. Dla wielu osób chęć uprawy własnych warzyw i owoców w zrównoważony i przyjazny naturze sposób przerodziła się w prawdziwą pasję. Swój renesans przeżywają warzywniki, zielniki i sady. To naprawdę niesamowite! Od ogrodów użytkowych zaczyna się bowiem historia ogrodnictwa. Ogród, czyli część ogrodzona, wydzielona, zabezpieczona – chroniła przebywające w nim zwierzęta i gromadziła na swojej ziemi rośliny użytkowe. Były to pierwotne warzywa, dzikie zioła oraz dające smaczny owoc drzewa i krzewy. Z czasem zaczęto dostrzegać walory ozdobne niektórych roślin; to tu zaczyna się zawrotna kariera tych najbardziej rozpoznawalnych gatunków ozdobnych ziół – ślazów, dziewann, naparstnic, krwawników… To im poświęcano najbardziej wyeksponowane przestrzenie. Jednak ogrody użytkowe nie straciły znaczenia, nawet gdy dziesięciolecia później przedogródki wypełniły się po czubki sztachet kwieciem floksów, rudbekii czy astrów. To właśnie starannie opielonym rządkom warzyw, kępkom leczniczych ziół oraz uginającym się od ciężaru owoców gałęziom powierzono najważniejszą do odegrania rolę – wyżywienie oraz utrzymanie w zdrowiu swoich gospodarzy. Teraz, w czasach, w których dary ziemi można łatwo zdjąć ze sklepowej półki, czasach, w których nasza dieta może być niewiarygodnie zróżnicowana o importowane z drugiego końca świata składniki – na nowo wracamy do korzeni ogrodnictwa, uprawiając swoją żywność od nasiona po plon, od maleńkiej sadzonki po rozłożyste drzewo.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Kiedyś, kilkadziesiąt, sto i więcej lat temu nie istniało gospodarstwo bez sadu. Drzewa owocowe, w tym jabłonie sadzono w miejscach osłoniętych od niebezpiecznych, porywistych, zachodnich wiatrów. Zwykle był to obszar położony tuż za stodołą lub innym budynkiem gospodarczym. Sadzonki drzew kupowano już zaszczepione na targach organizowanych w okolicznych miastach lub pozyskiwano i uszlachetniano samodzielnie. Niegdyś umiejętność szczepienia drzew była bardzo powszechna; wiele osób decydowało się więc na własnoręczne uszlachetnienie drzewek. Pochodzące z jednorocznego, cennego pędu oczko lub zraz przenoszono na podkładkę, obwiązywano sznurkiem bądź łykiem wierzby, następnie zabezpieczano (nie maścią!) gliną lub terpentyną zmieszaną z łajnem. 

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Współcześnie w handlu dostępnych jest kilkanaście typów podkładek jabłoni. Do wyboru są podkładki silnie skarlające oraz wymuszające wczesne plonowanie. A kiedyś…? Korzystano z naturalnie występującego materiału, czyli dzikich, rosnących na miedzach i leśnych okrajkach siewkach płonek lub z równie łatwych do pozyskania odrostach korzeniowych odmian pierwotnych – takich jak Antonówka. Stosowanie tego typu podkładek niosło za sobą korzyści. Zaszczepione na nich drzewa charakteryzowały się silnym, głębokim i dobrze ustabilizowanym systemem korzeniowym, oraz wyjątkową odpornością na mróz i szkodniki. Podkładki te miały jednak też minusy – znacząco opóźniały kwitnienie zaszczepionej odmiany szlachetnej, co skutkowało późniejszym owocowaniem. Drzewa te wykazywały się jednak niesamowitą żywotnością. Przekładało się to nie tylko na możliwość osiągnięcia sędziwego wieku, ale też na niezwykle silny i bujny wzrost korony. Współcześnie nie jest to cecha pożądana – takie rośliny wymagają regularnych i silnych cięć obniżających koronę. Potrzebują też o wiele więcej miejsca na rozrost, co przekłada się na zajmowany przez jedną sztukę areał oraz zastosowaną rozstawę. W moim starym sadzie rozstaw to około 5x6m; czyli na 300m2 mieści się zaledwie 11 drzew. Swój sad stale powiększam; mimo dostępności podkładek skarlających zdecydowałam się na podkładki z siewki Antonówki. Jedno drzewo kupiłam już zaszczepione na innej podkładce – A2, o podobnych właściwościach co ‘Antonówka’.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Stare odmiany drzew owocowych cieszą się obecnie coraz większą popularnością. Dlaczego, mimo szerokiego wachlarzu odmian współczesnych coraz chętniej sięgamy po odmiany tradycyjne? Czy to dlatego, że smak ich owoców przypomina nam ogrody naszych rodziców i dziadków? Czy może zwracamy uwagę na ich odporność? Najważniejsze – jak odtworzyć sad tradycyjny, by jak najlepiej spełniał swoje funkcje? Wróćmy więc zatem do sedna. Najważniejszą rolą sadu było wyżywienie gospodarzy. W idealnie skomponowanym sadzie drzewa charakteryzowały się zróżnicowanym okresem dojrzewania. Zależnie od odmiany, trwał on od sierpnia (Papierówka, Ananas) do października, a nawet listopada (Malinówka, Żeleźniak). Odmienne było przeznaczenie poszczególnych odmian – jedne idealnie nadawały się bezpośredniego spożycia, drugie do robienia pysznych przetworów, a inne stworzone były do długoterminowego przechowywania. Ogromne znaczenie w gospodarstwach położonych w odosobnieniu miało dopasowanie odmian pod kątem zapylenia; każda odmiana posiada własną grupę drzew-zapylaczy, niezbędnych do zapłodnienia i zawiązania owocu. Przykładowo – Grafsztynki mogą być zapylane dzięki sąsiedztwu Charłamówki, Renety czy Koksy. Co jest, poza sentymentalnym smakiem owoców, mocną stroną starych odmian? Ich zwiększona odporność na choroby grzybicze (w tym parcha), szkodniki oraz srogi klimat. Ten ostatni czynnik jest dla mnie szczególnie ważny, ponieważ mieszkam w najzimniejszej części kraju.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Z rozpoznaniem niektórych odmian miałam (nie ukrywam) olbrzymi problem. Widziałam je po raz pierwszy w życiu i zupełnie z niczym mi się nie kojarzyły. Przy okazji jednego ze “służbowych” wyjazdów zawiozłam owoce do Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach. Ilość informacji, którymi mnie naładowano przekroczyła moje oczekiwania! Z pomocą eksperta udało się oznaczyć drzewa z mojego siedliska oraz kilka drzew z bliskich mojemu sercu opuszczonych sadów. Teraz z całą pewnością mogę uchylić więcej tajemnic mojego sadu.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

W naszym sadzie rośnie sześć wiekowych drzew. A raczej powinnam powiedzieć “rosło”… jedno drzewo upadło, został po nim tylko pień z maleńką gałązką. Chucham i dmucham na tą gałązkę! Za rok mam zamiar zaszczepić nią malutką, posadzoną obok siewkę, która przedłuży genetyczny żywot starego drzewa. Ostatnio dowiedziałam się od byłej mieszkanki naszego siedliska, że to któraś z ‘Renet’. Jestem ogromnym fanem “renetek”. Rok temu w sadzie owocowało tylko jedno drzewo – jabłoń odmiany ‘Charłamowskie’. Posiada bardzo charakterystyczne, okrągłe lub lekko spłaszczone owoce, pokryte cudownie prążkowaną skórką. Wzór na owocu przypomina kreski zrobione woskową kredką. ‘Charłamowskie’ ma pyszne, soczyste jabłuszka. W zeszłym roku zaowocowała niesamowicie obficie – można było dosłownie po kostki brodzić w drobnych, parchatych jabłkach. 

sad podlasie

W tym roku ta 90 letnia staruszka odpoczywa. To drzewko posiada niedużą, uroczą dziuplę, której pielęgnacja nieco mąci mi w głowie. Ma też pustą w środku, dużą gałąź i doskonale widać, że tą podłużną dziuplę kiedyś wypalano. Jej inny konar – zabawnie wykoślawiony – podtrzymywał kiedyś dziecięcy domek ukryty w gałęziach, a teraz zbiera żniwo w postaci guzów na mojej głowie, nabitych podczas koszenia sadu. W tym samym rzędzie rosną dwie ‘Antonówki’ i co ciekawe – obie inne! Jedna to ‘Antonówka Półtorafuntowa’, czyli odmiana o naprawdę dużych, ciężkich jabłkach z charakterystycznym żebrowaniem. Druga to ‘Antonówka Zwykła’, o nieco drobniejszych, okrągłych, późniejszych owocach i jak na mój gust nieco słodszych. Niestety tych żebrowanych Antonówek nie spróbowałam – uprzedziły mnie odwiedzające sadek jelenie, odgryzły owoce razem z gałęzią. Tym już wymienionym drzewkom towarzyszy ‘Papierówka Oliwka Żółta’, jabłoń o aromatycznych owocach doskonale nadających się do przetworów, ciast, ale fatalnie znosząca przechowywanie. Ciekawostka – papierówki mają charakterystyczne pojedyncze żebro, taki “szew” biegnący pionowo od nasady owocu. ‘Papierówka’ to moje najwcześniej owocujące drzewo – jabłka były słodziutkie już na początku sierpnia. Niestety jej czas dobiega końca, przy życiu trzyma ją wąski pasek kory, pod którym płyną życiodajne soki.

stary sad ogród wiejski

Ostatnią starą jabłonią w naszym sadzie jest ‘Ananas Berżenicki’; to druga, obok ‘Charłamowskiej’ staruszka, mająca ponad 90lat. Obie mają po 210cm obwodu pnia. Jabłka pochodzące z ‘Ananasa’ są po prostu przepyszne, o czym przekonałam się w połowie sierpnia. To drzewo było dla mnie ogromną zagadką, nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim smakiem i wyglądem owoców. Z uwagi na postępujące choroby grzybowe i martwicę konarów jest najbardziej doglądanym drzewem. Bardzo w nią wierzę – w końcu razem z ‘Charłamowską’ została posadzona w tym samym czasie, w którym budowano nasz nowy, stary dom. Niestety ponad 50 procent jej konarów było zupełnie martwych i pozbawionych kory. Mimo bezczelnych i okrutnych amputacji doskonale odbudowuje się i procentuje bardzo dobrze. W sadku posadziłam też nowe drzewka; jedną “gotową” ‘Szarą Renetę’ oraz 8 malutkich podkładek, mających dać początek nowym drzewom. Ach! W drugiej części podwórka mamy też samotną jabłoń. Ją, podobnie jak “ananaska” udało się rozpoznać dzięki pomocy Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach – to ‘Książę Albert Puski’. Jest młodziutka, ma jakieś 50 latek i poza dość fikuśnym, pochyłym pniem nic jej nie wyróżnia, bowiem tak jak reszta moich drzew zmaga się z owocnicą, owocówką (czyli robactwem w owocach) oraz parchem, który na szczęście dzięki paru zabiegom powoli odchodzi w zapomnienie.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Nasz sadek w ciągu tego roku przeszedł ogromną przemianę. Od wykoszenia zarośli, przez zrywanie darni, zasypywanie dołów, wybieranie kamieni, wydłubywanie z gleby przywianych z wiatrem śmieci…. po cięcia jabłoni i wysiew nowej darni. Te dwie ostatnie rzeczy wzbudzają wśród wielu osób liczne kontrowersje. Niestety – w tym roku drzewa straciły znaczną część koron, czego nie da się ukryć na zdjęciach. Dlaczego? Otóż usunęliśmy niemal wyłącznie konary martwe, które stanowiły większość objętości drzewa. Czyli potężne, pozbawione kory konary grożące upadkiem, gałęzie luźno zwieszające się parę metrów nad ziemią, konary złamane, opadłe, opierające się na ziemi, i te już wyłamane i wbite pionowo w glebę na głębokość nawet 70cm. 

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Podczas koszenia odkryliśmy piękną kępę paproci, kilka krzewów kaliny oraz pozostałość po szpalerze porzeczek. Kępa paproci urosła na zgniłym i zrosłym już z ziemią przęśle płotu. Tak się jej ten płot spodobał, że postanowiliśmy ominąć ją kosiarką. Do dziś rośnie w darni, a w ziemi pod sobą skrywa fragment zgniłego przęsła i sztachetek. Mąż uważnie pilnował poruszającej się między drzewami ładowarki – by niechcący nie rozjechano paproci, porzeczek i kalinek. Te ostatnie przeniosłam pod ścianę obory, gdzie dały początek nowej rabacie. Szpaler porzeczek nieco naprostowałam, dosztukowałam innymi, znalezionymi w drugiej części ogrodu. Stare krzewy podzieliłam i  wszystkie – mimo nieodpowiedniego terminu – ścięłam tuż nad ziemią, by umożliwić ładowarce przejazd nad przyszłym jagodnikiem. 

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Początkowo myślałam, że po ogarnięciu tej drzewiastej plątaniny wystarczy sadek zagrabić, zasypać dołki ziemią, troszkę dosiać tam trawy i będzie super. Ależ ja byłam naiwna. Okazało się, że po rozbiórce zawalonego dachu stodoły nie ma szans na uratowanie darni. Po pracy ciężkiego sprzętu nasza puszysta jak gąbka gleba pokryła się głębokimi do połowy uda bruzdami, które niemal natychmiast wypełniły się wodą. Podczas równania motyką i łopatą kolein, zaczęły się odsłaniać wszystkie możliwe “skarby” ziemi. Korzenie martwych jesionów, które kiedyś zabiła “choroba jesionowa”. Resztki płotów, z gwoździami wystającymi pionowo ze zgniłych przęseł. Metr sześcienny stłuczonych dachówek, które sto lat spadały z dachów i wbijały się głęboko w glebę. Setki kamieni, zrzucanych z pobliskiego pola na skraj sadu, przerośniętych nawłocią kanadyjską. I ona – moja zmora – trzcina, szuwarowe trawsko, które wyrasta corocznie na niemal dwa metry wysokości. Do tego mozga trzcinowata, inwazyjna roślina o podobnej żywotności co trzcina. I maliny. I trzmielina. Na początku próbowałam je wykopać widłami – ale jak, skoro pokrywały szczelnie dno sadu od 20lat? I tu zapadła decyzja o założeniu trawnika w celu wytłumienia rozrostu tych roślin.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

  Na pomoc przyszła glebogryzarka, z ostrzami podniesionymi do …. pozycji spoczynkowej 😉 Płytka, dosłownie na 15cm praca ostrzy pozwoliła rozszarpać istniejącą darń, umożliwiając wybranie jej widłami. Nie chciałam “mielić” resztek roślinnych, tak jak robi się to normalnie. Zbyt głęboka praca glebogryzarki zniszczyłaby glebę jeszcze mocniej i co gorsza – mogłaby uszkodzić położone dość płytko systemy korzeniowe jabłoni. A z pewnością są bardzo płytko – bo lustro wody gruntowej otwiera się między 70 a 100 centymetrami pod powierzchnią gruntu! W kilku miejscach w sadzie odsłaniają się też płycej położone pokłady gliny. To one przyczyniły się do dużych zastoisk wody w jego centralnej części, a co za tym idzie – szybszej śmierci ‘Renety’. Mąż zakopał drenaże, a ja dosypałam 40cm ziemi przy fundamentach obu stodół – zakończyło to problem z kałużami na posadzkach budynków. Przy użyciu motyki i grabi udało mi się nadać sadowi ten konieczny dwuprocentowy spadek w stronę jego środkowej części. W przygotowaniu gleby do siewu pomogła mi  siostra, ja już się nie wyrabiałam, a następne dni miały przynieść ocieplenie i opady deszczu. 

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

 W sadzie został jeden malutki, niemal niezauważalny dołek, który od czasu do czasu zamienia się w kałużę… ale nie zasypałam go, ponieważ rosną w nim piękne, dzikie zawilce gajowe 😉 całość została zwałowana i obsiana trawą. Przyznaję się – będę ją kosić, dopóki nie zniknie problem z odbijającymi zaroślami. To też mój sposób na walkę z parchem jabłoni – ułatwia zbieranie porażonych owoców i zwiększa przewiew między drzewami. Oczywiście, że takie zabiegi nie są konieczne w przypadku zdrowych drzew i śmiało można mieć piękne łąki kwietne pod koronami drzew. Niestety – ja na pierwszy plan musiałam wysunąć dobro moich starych drzew oraz drewnianej, starej zabudowy.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Drzewa, których żywot powoli dobiega końca dostały po jednym “dzieciaku”, czyli po jednej siewce ‘Antonówki’, na którą przeniosę wiosną zrazy pobrane ze starych drzew matecznych. Sad powiększyłam o kilkanaście metrów długości, dosadzając podkładki przeznaczone do szczepień odmian, których mi brakuje. Wszystkie siewki ‘Antonówki’ zabezpieczyłam koszami wyplecionymi w formie “obelisków”. Kosze chronią młode drzewka przed żarłocznością saren i jeleni. Bardzo lubię tą przestrzeń, chcę też nadać jej nowe funkcje i zależało mi na estetycznym wyglądzie zabezpieczeń. Przy okazji nauczyłam się kilku nowych splotów i jak na laika – wyplatanki wyszły mi nieźle. Zrobiłam je z gałęzi leszczyny i wierzby, gatunków, które licznie występują w mojej okolicy. Pręty, które wbiłam w ziemię obrałam z kory i opaliłam; wierzba i leszczyna bardzo łatwo ukorzeniają się, nie chciałam, by te konstrukcje ożyły i pokryły się liśćmi. Mogłoby to doprowadzić do zagłuszenia siewek. Przy umierającej papierówce posadziłam hortensję pnącą – mam nadzieję, że zamieni kiedyś to drzewo w żywy, zielony posąg. 

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

 Trawnik oczywiście obsiałam białą koniczyną, zebraną na środku “gumna” (widzieliście, jakie ma śliczne, maleńkie strączki?). Mama podzieliła się ze mną sadzonkami stokrotek, które od lat kolonizują jej trawnik. Teraz w darni mojego sadu widać mnóstwo siewek stokrotek i koniczynek, a gdzieś tam pod ziemią czekają na wiosnę zawilce i krokusy. Mam też plan założyć trzy, długie, wąskie, “robakowate” rabaty między pniami drzew – pełne paproci, trzcinników, naparstnic, zawilców i tulipanów. I oczywiście – moich ukochanych hortensji o płodnych kwiatach, które w przeciwieństwie do swoich modnych obecnie koleżanek – niosą dużą korzyść dla wszelkiego rodzaju wielonogich żyjątek ze skrzydłami ;). A teraz w jedynej, założonej tam rabacie rozmnażam rośliny i … obserwuję życie rodziny prosionków, dla których zostawiłam w sadzie jeden ogromny, martwy i pokryty mchem konar.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

W tym roku po raz pierwszy mieliśmy okazję spróbować jabłek z naszego sadu. Najintensywniej zaowocował ‘Ananas’ i ‘Papierówka’. Ilość owoców na tej drugiej jabłoni mocno mnie zszokowała. Drzewo chyba czuje, że odchodzi; swoją jedyną żywą gałąź pokryło niedużymi, soczystymi owocami. Mieliśmy mały problem ze zbieraniem jabłek. Te opadłe od czasu do czasu zjadały jelenie, a do tych na drzewie nie mogliśmy dosięgnąć. Założyliśmy więc menażkę na bardzo długi oścień (to coś przypominające widły) i w ten sposób zdejmowaliśmy jabłka z drzew. Na przyszły rok przyda nam się podbierak z haczykiem. Nie doczekałam się spróbowania ‘Antonówek’ – niestety zjadły je jelenie. Razem z gałęzią. Wnioskuję, że nawet niedojrzałe musiały być pyszne.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Przyznam szczerze, że włożona w uporządkowanie tego miejsca ilość czasu była potężna. To jednak nas nie zatrzymuje – w przyszłym roku sad podwoi swoją obecną wielkość. Powiększy się o jagodnik, małą winniczkę i oczywiście kolejne drzewa! Tym razem na celownik pójdą grusze, śliwy, czereśnie i derenie. Sad, który już istnieje zostanie ogrodzony, obsadzony żywopłotem mieszanym (grab, ałycza, głóg) i szpalerem z jabłonkowych espalierów. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do tego, co jest. I co było kiedyś 😉 

Wspominałam tu kiedyś o dodatkowej funkcji pełnionej przez sady.  Sad i powstający pod jego koronami cień stawał się schronieniem w trudne do zniesienia upalne dni.  W tej strefie, zwanej ciennikiem, lub chłodnikiem toczyło się życie towarzyskie wiejskiej społeczności. Między drzewami pojawiały się stoły, ławy i koce. Odpoczywano pilnując dzieci, haftując czy wyszywając. Słyszałam nawet o wynoszeniu do sadów krosien. Na szczególną uwagę zasługiwały obchody dożynek. Długo wyczekiwane i ciężko odpracowane żniwa świętowano wspólnym biesiadowaniem. Gościnni gospodarze zapraszali sąsiadów do wspólnej zabawy. Ktoś przyniósł instrument, ktoś potrafił śpiewać, a ktoś inny porwać pozostałych do tańca. W tym szczególnym czasie sady ożywały – stawały nie tylko najważniejszym świadkiem codziennego życia mieszkańców wsi. Były również powiernikiem największych i najskrytszych sercowych sekretów młodych ludzi – zupełnie jak dziś ściany knajpek czy parkiety klubów. Dożynki były  przecież doskonałą okazją do zeswatania ze sobą kawalerów i gotowych do zamążpójścia panien. Tak wykorzystywany sad wymagał też dodatkowej oprawy – przy pniach młodych drzewek sadzono wonne groszki, a wokół odziomków drzew zakładano koliste rabaty.  

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Rekreacyjne wykorzystanie sadu zanika, podobnie jak zanika pojęcie chłodnika i ciennika. Bardzo zależy mi na kontynuacji tej uroczej tradycji. Gdy pogoda pozwoliła – zaprosiłam gości do sadu. Wynieśliśmy na zewnątrz stary stół kuchenny, PRL-owski stolik, gięte krzesła i mokry jeszcze obrus w pomarańczowe maki. Ząbkowickie pucharki i talerze, każdy od innej zastawy. Nabrana ze studni do wiadra lodowata wręcz woda służyła za chłodziarkę do napojów. Na “ananaska” zarzuciłam LED-owe lampki, które kupiłam jakieś 10lat temu w promocji, z myślą o ogrodzie, który może kiedyś będę mieć. 

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

Na kuchenny pomocnik zarzuciłam robiony na szydełku obrusik. Znalazłam go w starym domu. Dopiero, gdy wyniosłam go do sadu zauważyłam zwisającą z niego nić. Sunęłam po niej wzrokiem i zobaczyłam, że jego koronkowy splot nie został dokończony. Z ukłuciem w sercu domyśliłam się przyczyny. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie mi dokończyć każdą nieskończoną przez poprzednich właścicieli czynność. Wyremontować dom, stodoły i letnią kuchnię. Naprawić daszek studni i założyć warzywnik tam, gdzie zarośla pokryły stare grządki. I wyprostować wykrzywione drzwi stodoły. A później dokończyć szydełkowy obrusik i z czystym sumieniem – nazwać się gospodarzami.

Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie
Czerwona paproć blog ogrodniczy Podlasie

One thought on “W starym sadzie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *